top of page
Szukaj

Czy podejmować wysiłek ZMIANY czegoś w naszym życiu?


Co myślisz/czujesz jak słyszysz o ZMIANIE w pracy, relacjach, nastawieniu, celach etc...?

Może głośne NIE!!!!!...już wolę co, stare, sprawdzone, bo na przykład:

  • za bardzo się boisz

  • czujesz za duży dyskomfort, gdy doświadczasz „nowego”

  • nie lubisz wysiłku

  • nie chcesz próbować, bo może się okazać, że jest jeszcze gorzej...

Znasz te głosy?... Spokojnie. Zaryzykuję stwierdzenie, że na jakimś etapie życia słyszy je każdy z nas.

Czemu jednak warto się przyjrzeć temu, co wewnętrznie doświadczasz, gdy pojawia się choćby propozycja na zakosztowanie czegoś nowego?...

Najogólniej rzecz ujmując dlatego, że może się okazać, że niektóre doświadczenia, na które składa się potem historia naszego życia nie są wypadkową zewnętrznych wydarzeń, na które nie mieliśmy wpływu, a wynikiem podejmowanych świadomie bądź nie do końca świadomie decyzji.

Jak więc rozpoznać, że „sabotuję” doświadczanie czegoś dobrego/pozytywnego? Jak się zabrać do pracy z samym sobą?

Zacznij od tego, by sobie nie „dowalać” za obrany wcześniej kurs. Nadmierne poczucie winy nie rozwija, a tylko „zaszczuwa” nas i paraliżuje. Trwałe i efektywne zmiany to wynik refleksji, że coś się już nie sprawdza; wynik wewnętrznego głosu, który motywuje, by zadziałać inaczej.


Może natknąłeś się na migawki przemówień mówców motywacyjnych, którzy entuzjastycznie dopingują do pracy, obiecując sukces jeśli tylko się nie poddasz i będziesz uparcie brnął do celu. Może komuś się udało „dopiąć swego” takim nastawieniem; osobiście jednak znam mało osób, które osiągnęły to, co chciały wyłącznie zawdzięczając to sile swojego uporu. Świat wymaga też od nas coraz większej elastyczności (rozsądku); jest momentami nieprzewidywalny. Czy rzeczywiście więc miarą sukcesu jest zdobycie miana nieprzejednanego optymisty, który zaprzecza faktom i brnie do przodu kosztem zdrowia, czy przytomnego bycia?...

Jeśli miarą sukcesu nie jest taka właśnie postawa, to czy brać się za te ZMIANY, czy odpuścić?

Jak w wielu przypadkach odpowiedzią jest RÓWNOWAGA, która w przypadku tak delikatnej materii jaką jest zdrowie emocjonalne ma związek z tzw. „miareczkowaniem” (termin Somatic Experiencing określający powolną kontrolowalną stymulację układu nerwowego bodźcami nie wywołującymi nadmiernej i dezorganizującej aktywacji).

Przywołam w tym miejscu obraz tego, co dzieje się na warsztatach/sesjach rozwojowych z końmi. Ilość proponowanych doświadczeń i atmosfera spokoju nie jest przypadkowa. Delikatne dotknięcie obszarów zdefiniowanych przez uczestnika jako te, wymagające zmiany, oznacza w praktyce równoległe wsparcie go, gdy pojawiają się przy okazji nieprzyjemne emocje, niesprzyjające przekonania czy trudne wspomnienia, które tą zmianę blokują – nie ma to być jednak spotkanie tak przytłaczające, by sparaliżować jego funkcjonowanie w codzienności lub straumatyzować na nowo. Szukamy więc wspólnie zasobów każdego uczestnika; stanów, do których chce dążyć.

Coraz częściej słyszy się zdanie, że przeszłość nie jest ważniejsza od teraźniejszości. Ważnym jest ukłon wobec naszych doświadczeń, ale zbyt długie „wędrówki” w przeszłość nie budują DOBREGO DZISIAJ. Z tego samego powodu fantazje i marzenia dotyczące przyszłości (choć potrzebne) mogą pozbawić nas czerpania radości z tego, czego możemy doświadczać obecnie.

Może to, co obecnie nie ma fajerwerków, ale czy będąc na spacerze jesteś rzeczywiście na spacerze? Dziwne pytanie wydawałoby się, ale zadaję je nieprzypadkowo, bo kilka lat temu po przeczytaniu książki „Złap równowagę” (aut. Piotr Bucki, Wojciech Pączek) autor tekstu skłonił mnie do zastanowienia się nad rzeczywistą obecnością w danym momencie. Lubię zatapiać się w myślach, analizuje podczas spacerów co przeszłe i co planuje, ale od tamtego ważnego momentu (przeczytania tego tekstu z książki) bardziej dostrzegam trawy, które mijam, chmury, które nade mną czy ptaki, które słyszę.

Praktykowanie bardziej uważnej obecności jest dla mnie niezwykłą wartością. Nie chce zakładać, że ulgę i spełnienie poczuje tylko wtedy, gdy zdarzy się „to czy tamto” (wstaw cokolwiek, co definiujesz jako Twój cel) w wybranym przeze mnie scenariuszu.

Kolejny powód do szanowania tego, co DZISIAJ ma związek z naszymi obecnymi zasobami (zewnętrznymi np. systemem wsparcia bliskich czy wewnętrznymi – onarzędziowania, które nabywamy pracując ze sobą rozwojowo dokładając stopniowo różne umiejętności takie jak np. asertywność, odporność psychiczną, zarządzanie sobą i czasem, zauważanie własnych myśli czy stanów itd.).

Posłużę się tu osobistym przykładem sprzed wielu lat, kiedy próbowałam rozkręcić własny biznes. Zdobyłam fundusze, aby zdobyć niezbędne kwalifikacje i skończyłam niełatwy kurs zawodowy. Zdobyłam kolejne fundusze na rozkręcenie firmy i nawiązałam współpracę z firmą z branży, co mogło być realną szansą na stałe zlecenia na moje usługi. Z boku mogło się wydawać, że to idealne warunki na zmianę w życiu zawodowym. Z perspektywy czasu wiem, że zabrakło mi innych zasobów niezbędnych, by iść dalej.

Nie oceniam tego doświadczenia jako czas stracony, a kolejną cegiełkę, która czegoś mnie nauczyła i z perspektywy czasu bardziej szanuje takie momenty.

Dzielę się tym z Tobą, zachęcając jednocześnie do zastanowienia, gdzie jesteś w Twoim życiu TERAZ?...Może masz wewnętrzną przestrzeń na:

  • doświadczenie czegoś, co może wpłynąć na Twój rozwój osobisty

  • przestrzeń na wyjście ze swojej strefy komfortu, nawet poczucie lekkiego lęku przed nieznanym terytorium (na poziomie 1-2 w skali 10)

  • przestrzeń na podjęcie wysiłku jakim jest podążenie w nieco innym kierunku niż dotychczas, wysiłku spojrzenia na coś z zupełnie innej perspektywy niż ta, dobrze Ci znana...

Jeśli tak może niedługo się spotkamy. Może raz, może na dłuższą podróż rozwojową.

Kiedy jest więc dobry moment na ZMIANĘ? Nie ma idealnego. To ten w którym zaczynasz, choćby małymi kroczkami działać. I PO PROSTU WIESZ/CZUJESZ, ŻE JEST OK...

18 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page